+48 693 170 602 info@justynadabska.pl
Zaznacz stronę

Pracując zdalnie, mimo że nie mamy bezpośredniego kontaktu z klientem, nigdzie nie jest powiedziane, że współpraca się uda. Tak jak jesteśmy różni, tak różni są nasi klienci, nasze osobowości.

Wszyscy mówią o “chemii” we współpracy, wiele osób powtarza o wyznaczaniu granic. Co, jeśli tej chemii nie ma, a granice zostają zatarte?

Początki

Czasami jest tak, że już w trakcie pierwszej rozmowy z potencjalnym klientem wyczuwamy, że to nie jest to. Mamy tę delikatną myśl, że to się nie uda, nie ma nici porozumienia, nadajemy na innych falach. I to jest zupełnie normalne.

Zdarza się jednak również tak, że na początku wszystko jest super. Współpraca rozpoczyna się wręcz idealnie, całość przebiega w jak najlepszym porządku. 

Wszyscy trzymają się ustalonych zasad. Współpraca przepełniona jest zrozumieniem i wręcz pełną synchronizacją. Co więc może pójść nie tak?

Zasady, granice, ustalenia

W pewnym momencie wszystko może zacząć się sypać. Dlaczego? Sytuacja życiowa, zawodowa, osobista którejś ze stron zmienia się, lub też zaciera się to, co ustaliliśmy z klientem.

Znam osoby, które choćby się waliło i paliło, nie odbiorą telefonu, czy nie odpiszą na maila np. po godzinie 18. Ja tak nie potrafię i nie uważam tego za jakąś wadę. Zwyczajnie, zawsze zaczynam żyć biznesem klienta. Wczuwam się, angażuję i jeśli wyskoczy coś ważnego, czy coś się wysypie — pomagam. I nie twierdzę tutaj, że osoby, które po 18 już mają wyłączone powiadomienia, robią źle, czy nie zależy im na biznesie klienta. Po prostu pracują inaczej niż ja.

Cena…

Mam za sobą różne współprace. Te, które układały się gorzej, ale i takie, które trwają już bardzo długo. I raz zdarzyło mi się zapłacić za moje… “przywiązanie do marki”. Wiem, że była to w dużej mierze moja wina, bo pozwoliłam… wejść sobie na głowę i sporo mnie to kosztowało. 

I nie, nie mówię tu o pieniądzach. 

Wyobraźcie sobie ból żołądka za każdym razem, gdy widzicie mail od klienta. Postawcie się w sytuacji, gdy jesteście na zaplanowanym urlopie, a klient ma do Was pretensje i zasypuje Was mailami, że nie jesteście “na linii”. Wyobraźcie sobie sytuację, gdy jesteście na grillu u znajomych. Tak, zabrałam wtedy laptop, na naprawdę pilną sytuację, bo akurat trwała bardzo ważna kampania.

Tak wiem, sama po części sobie na to pozwoliłam. 

Dlaczego?

Trochę dlatego, że “czułam” markę klienta. Naprawdę przenikała mnie do szpiku, trafiała do mojego wnętrza. Ale robiłam to również z obawy, przed utratą klienta.

Zawsze, na każdej współpracy bardzo mi zależy i staram się dawać z siebie 100%. Jak się jednak okazuje, czasem przytrafi się sytuacja, gdy powiecie sobie “dość”. 

Byłam przemęczona, znerwicowana, nie miałam czasu dla rodziny, a czas spędzony przed komputerem był totalnie niemiarodajny do czasu zliczonej pracy. Bo nie uruchamiałam time trackera za każdym razem, gdy sprawdzałam skrzynkę mailową i odpisywałam na maila. I tu był kolejny strzał w kolano…

Kilka słów na koniec

Dlatego tak potrzebna jest chemia, nić porozumienia, zwykłe “zgranie się” ze sobą. Bo widzicie… To, że moja współpraca z tym klientem wyglądała, tak jak wyglądała i zakończyła się równie burzliwie, jak rozpoczęła, nie znaczy wcale, że inna WA z tą osobą się nie dogada. Po prostu musi trafić na “tę osobę”.

Teraz, z perspektywy czasu i doświadczenia wiem, że czasem lepiej po prostu jest zakończyć współpracę, niż obydwie strony mają się męczyć. Oczywiście z zachowaniem odpowiedniego okresu wypowiedzenia.

Jest jeszcze jedna rzecz — każda współpraca mnie czegoś uczy i zawsze wyciągam wnioski. Teraz wiem, że stawanie na głowie, by utrzymać współpracę, która jest skazana na niepowodzenie, nie jest dobrym wyjściem.